Szpiedzy w Warszawie
TVP 1BBC

Mirosław Zbrojewicz: facet bez rozterek moralnych

– Rola, którą zagrałem jest jedną z ciekawszych, które mi się przytrafiły – mówi Mirosław Zbrojewicz, wcielający się w postać Marka, kierowcy pułkownika Merciera.

Mirosław Zbrojewicz (fot. TVP) Mirosław Zbrojewicz (fot. TVP)

Czy po raz pierwszy zagrał Pan w filmie wojennym, z epoki?

– Rzadko zdarza mi się grać takie role. Rola, którą zagrałem jest jedną z ciekawszych, które mi się przytrafiły. Jest interesująca pod względem psychologicznym. Facet, który niedużo mówi, ale ma za to ogromną moc sprawczą. W dodatku głównego bohatera ratuje z każdej opresji. Jest jego aniołem stróżem, opoką.

A co jeszcze można powiedzieć o cechach psychologicznych tej postaci?

– Jest to były legionista. Skojarzył mi się z inna postacią legionisty z „Dnia Szakala”. Też małomówny facet, człowiek czynu, bez specjalnych rozterek moralnych, natomiast z mocnym kręgosłupem.

Jak się Panu grało z Davidem Tennantem?

–To jest fantastyczny aktor. Przyznam się szczerze, że niezbyt często oglądam telewizję, a już szczególnie bardzo mało oglądam seriali. W związku z tym w pierwszej chwili nie wiedziałem, kim jest pan David Tennant. A potem się okazało, że to jest mega gwiazda.  


W ostatnim czasie pojawiło się trochę seriali z wątkiem szpiegowskim. Co wyróżnia „Szpiegów w Warszawie”?

– Mam taką nadzieję, że przez to, że opowiadają to Anglicy, będzie to inna narracja niż gdyby to była polska produkcja. Być może nasz patriotyzm z tamtego punktu widzenia, wyspiarskiego wygląda troszeczkę inaczej. Wszyscy oglądaliśmy nasz kultowy serial szpiegowski „Stawka większa niż życie”… Jakie są tu istotne różnice? – Zasadnicza różnica polega na tym, że tu scenariusz jest oparty na faktach. To całą tę opowieść uwiarygodnia. Oglądamy ją przez to nieco inaczej. Możemy sprawdzić, czy Anglicy opowiadają tak, jak my byśmy chcieli.

Zdjęcia do filmu były kręcone w Warszawie i Krakowie. Czy udało się twórcom odtworzyć przedwojenny klimat? W jaki sposób?

– Byłem zadziwiony, że się udało. A przecież akcja dzieje w Warszawie, w Berlinie, w Paryżu i Budapeszcie. Większość zdjęć powstała w Warszawie. Mamy fenomenalne plenery, które dają ogromne możliwości. Ekipa BBC była świetnie przygotowana.

Jakim doświadczeniem było dla Pana granie w języku angielskim?

– Zdarzało mi się już grać po angielsku. Absolutnie zawsze jest to Polak mówiący po angielsku, bądź Rosjanin mówiący po angielsku. To alibi i w związku z tym jest łatwiej. Generalnie mogę stwierdzić, że nie miałem problemu. Ekipa była bardzo życzliwa. Miałem swojego nauczyciela, który mnie przygotował i na którym mogłem polegać. Natomiast dość zabawne było, że po tym, jak zrobiliśmy postsynchrony w Londynie, gdzie trzeba było mówić po angielsku, w Warszawie robiliśmy dubbing i podkładałem głos po polsku za siebie mówiącego po angielsku. To było ciekawe doświadczenie.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali: Krzysztof Lubczyński i Paweł Pietruszkiewicz